2021 rok bez podsumowań i postanowień, a w 2022 roku biorę codzienność!

2021 rok bez podsumowań i postanowień, a w 2022 roku biorę codzienność!

Pragnę poruszyć temat corocznych podsumowań, nowych postanowień. Porozmawiamy o byciu w tym wszystkim wystarczającą, wystarczającym. Bez spektakularnych podsumowań na koniec. Bez ambitnego planu na kolejny rok, miesiąc czy tydzień.

Czyli o tym z czym osobiście miałam duży problem i długo walczyłam. Jednakże wydaje mi się, że nie jestem w tym sama, jest nas więcej.

Na początku chciałabym byś się zastanowiła/ zastanowił:

  • Jak mija Ci Twoja codzienność w nowym roku? Czy różni się czymś od codzienności w starym roku?

  • Zauważyłaś, zauważyłeś u siebie już jakąkolwiek zmianę?

  • Czy towarzyszy Ci kult robienia postanowień noworocznych? Jeśli tak to jakie poczyniłaś, poczyniłeś w tym roku? Oraz jakie towarzyszyły Ci wtedy emocje?

  • A może regularnie na koniec roku robisz podsumowanie? I co Ci z niego wyszło w 2021 roku?

Wielu z Nas potrzebuje wyraźnego „wyznacznika” do podjęcia dużego działania.

Dlatego też Nowy Rok, pierwszy dzień stycznia (tym razem w kalendarzu wypadła sobota, więc może rozsądniej będzie postawić na poniedziałek – trzeci dzień stycznia) wydaje się być idealnym momentem do wprowadzenia zmian.

Czy tego typu techniki są dobre?

Hm… Szczerze – nie wiem… W sumie chyba zależy to od tego co działa na Ciebie…?

Ale w moim odczuciu raczej nie do końca…i nie dla wszystkich.

Wydaje mi się, że wtedy Twoją główną motywacją do zmiany jest ten „nowy czas”. Usilnie wierzysz lub chcesz wierzyć, że jest to kluczowy element, zwiększający powodzenie realizacji nowych postanowień. A kluczowym elementem jesteś Ty!

Odpowiedzialność za zmiany

Odnoszę wrażenie, że wtedy zrzucasz odpowiedzialność za powodzenie zaplanowanych zmian – na zewnątrz – na otoczenie. A odpowiedzialność leży wyłącznie po Twojej stronie!

Tym samym pozbawiasz się również poczucia sprawczości, bazujesz głównie na nadziei, że to będzie dobry czas do wprowadzenia zmian. Że czas ten będzie inny, lepszy, że z łatwością i bezboleśnie zrealizujesz plan… oczywiście pozornie. Bo to tylko od Ciebie zależy czy zrealizujesz nowe postanowienia!

Magiczna zmiana

Myślę, że masz świadomość, że tak naprawdę nic się nie wydarzy. Nie nastąpi magiczna zmiana w nocy z 31 na 1, z niedzieli na poniedziałek.

Nie znikną Twoje obowiązki, ani problemy, z którymi jeszcze wczoraj się zmagałaś, zmagałeś.

To Ty musisz znaleźć własny sposób jak odnaleźć się w codzienności tak by wygospodarować „miejsce, przestrzeń” na realizację swojego planu. Nie czekaj na idealny moment, który Ci to umożliwi, bo on może nigdy nie nadejść.

Lista postanowień

Osobiście kiedyś płynęłam zgodnie z jakimś, nie wiem…? Trendem? I namiętnie robiłam postanowienia. Nie tylko od Nowego Roku, ale również od nowego miesiąca czy po prostu po weekendzie – od poniedziałku. I wtedy tylko narastała moja frustracja, ale nie mogło być inaczej, bo: rzucałam się na głęboką wodę. Zazwyczaj plan obejmował zmianę nawyku w dużej skali

na przykład

  • naturalna dla mnie godzina pobudki to 9.00. Jestem w stanie bez większego bólu wstać między 7.00 a 8.00, ale będąc ambitną postanowiłam, że od najbliższego poniedziałku będę wstawać o 6! Przecież to przeskok raptem tylko o 3 godziny,

inny przykład:

  • mając problem z regularną aktywnością fizyczną -> postanowiłam, że teraz będę aktywna codziennie, ale intensywnie ćwiczyć będę tylko trzy razy w tygodniu w poniedziałki, środy i piątki, zaś pomiędzy wrzucę sobie lekką jogę/ spacer lub stretching.

Poza tym moja lista nowych postanowień z reguły zawierała co najmniej kilka punktów, do tego często rozbudowanych.

W praktyce wyglądało to mniej więcej tak, że: kładąc się do łóżka grubo po 24.00, nastawiając budzik na 6.00 (wg swojego nowego postanowienia) – już byłam zła, że tak późno kładę się spać i że się nie wyśpię. (A musisz wiedzieć, że sen jest dla mnie bardzo ważny, często nawet żartuję, że sen jest rzeczą, która wychodzi mi najlepiej w życiu. A gdyby istniał zawód testera materaców, poduszek, kołder lub koców – to byłabym idealną kandydatką na to stanowisko i miałabym wymarzoną pracę, chociaż nie wiem czy wtedy to spanie by mnie nie zmęczyło :P).

Wracając do tematu, gdy pierwszego dnia budzik zadzwonił o 6.00 – byłam zła, że muszę wstać, ale wstałam.

Czyli zasypiając i budząc się byłam zła.

Gdy drugiego dnia budzik ponownie zadzwonił o 6.00 – a przecież byłam już „podwójnie” niewyspana – na „spiocha” go wyłączyłam (niestety zdarza się, że robię to nieświadomie i później tego nie pamiętam) – więc wstałam po 8 – i byłam zła, niby się wyspałam, ale nie zrealizowałam założonego planu.

Co do założonych planów treningowych, gdy realizowałam je na 100%, a nie miałam na to zasobów – po prostu przymuszałam się do wykonania swojego postanowienia – czynności tej towarzyszyła złość.

Nie poćwiczyłam wcale – byłam zła.

Poćwiczyłam na 50% – również byłam zła.

I jaki był finał?

Zawsze! Ale to zawsze! Mój plan prędzej niż później „spalił na panewce”. Przytłaczająca była zarówno skala pojedynczych wyzwań jak i ilość zaplanowanych zmian.

Wystarczyło, że po prostu „wydarzyło się życie” tzn. wypadło coś nieplanowanego, coś się przedłużyło, ktoś przyjechał, ja gdzieś pojechałam – po prostu harmonogram się rozjechał i tyle było z realizacji moich dużych postanowień. Bo nie byłam wtedy w stanie zrealizować ich od A do Z, na 100%, więc nie robiłam NIC. Wtedy jeszcze nie rozumiałam, że zawsze lepiej jest zrobić COŚ niż nic.

Sama wpędzałam się w błędne koło własnych wymuszeń i narastającej frustracji.

Wniosek był jeden, że co bym nie zrobiła – nie byłam zadowolona, ponieważ albo zmuszałam się do realizacji czegoś co nie było moje, ale zakładał to mój perfekcyjny plan (czyli wczesnego wstawania lub treningu na siłę), albo byłam zła, że nie wywiązałam się z założonego planu, czyli w moim odczuciu nie byłam idealna, nie byłam wystarczająca. I tak źle i tak niedobrze.

Do tego dochodziło porównywanie się do innych – np. do „rannych ptaszków” lub do trenerów fitness bądź osób od lat związanych ze sportem.

Teraz zadaję sobie pytanie: czy w zakładanie, że w ogóle jestem w stanie tym osobom dorównać było mądre? Oczywiście, że nie… ono nie było ani mądre ani realne.

Idealny moment

Musisz wiedzieć, że to nie idealny moment w roku, w Twoim życiu, tylko Ty i tylko Ty masz realny wpływ na realizację swojego planu i wprowadzenie zmian! Jednakże zaplanowane zmiany muszą być realne dla Ciebie (i tylko dla Ciebie, nie dla Kasi, Basi czy Wojtka).

AMBITNE CELE budzą lęk

Robienie idealnych planów mocno w przyszłość, wyznaczanie ambitnych celów, w moim przypadku przynosi odwrotny skutek. Przynajmniej na obecnym etapie mojego życia.

Przy mojej osobowości i emocjonalności, działa na mnie wręcz przerażająco i demotywująco. Budzi we mnie obawę i lęk, że nie jestem wystarczająca by podołać ich realizacji, że nie uda mi się.

Z jednej strony marzę by osiągnąć założony cel, zaś z drugiej, już sama myśl o nim mnie przerasta. Bo gdy nie podołam, wyłącznie utwierdzę się w przekonaniu o własnej beznadziejności.

Czarnowidztwo

Ostatnio mój mąż zwrócił mi uwagę, że w większości nowych dla mnie zadań, swego rodzaju wyzwań od razu na wstępie zakładam czarny scenariusz, że się nie dam rady, że to dla mnie za trudne? Zaczęłam się zastanawiać dlaczego, czy aż tak obawiam się porażki? Czy już w ogóle nie potrafię myśleć optymistycznie i nie wierzę w siebie? Jeszcze nie znam do końca odpowiedzi na te pytania… Nie wiem czy brak planu to rzeczywiście dobre rozwiązanie dla mnie czy może rodzaj ucieczki przed samą sobą?

Bez postanowień noworocznych

Ale w tym roku nie zrobiłam żadnych postanowień! Nie wiem czy to dobrze… Okaże się, ale w tej chwili jest mi zdecydowanie lżej. Oczywiście nie oznacza to stagnacji, ale właśnie dzięki temu, że nie mam wobec siebie wygórowanych oczekiwań, zrzuciłam ciężar nakładanej przez siebie (ale wynikającej z otoczenia) presji, jakiegoś niepotrzebnego parcia na doskonałość, udowodnienia sobie, ale również innym, że jakby potrafię swoje życie „zaliczyć na 5”, tak jak na przestrzeni ostatnich lat zaliczałam liczne kolokwia i egzaminy.

Czy życie można w ogóle „zaliczyć”? Czy aby na pewno chcę swoje życie zaliczać…?

Wróć! Przecież postanowiłam jedno, najważniejsze!

Mam realny wpływ na…

W końcu skoncentruję się wyłącznie na tym na co mam realny wpływ, czyli na procesie, na małych kroczkach – nie zaś na odległym efekcie końcowym. Dlatego, że na efekt końcowy nie mam bezpośredniego wpływu, jest zbyt odległy a jego osiągnięcie wymaga zajścia wielu procesów i czasu.

Realnie mogę codziennie jedynie robić swoje i wkładać w to serce. Pozwolę sobie by za pośrednictwem małych codziennych działań ta zmiana się wydarzyła, ale już bez paraliżujących ataków paniki.

Często powtarzałam, że kluczem do DUŻEJ zmiany są małe kroczki i DUŻE pokłady cierpliwości. Zarówno swoim klientom jak i sobie samej, ale mimo że bardzo chciałam, to podświadomie wcale nie stosowałam się do własnych „zaleceń”. Mam jednak cichą nadzieję, że większość moich podopiecznych jednak te zalecenia u siebie wdrożyła.

2021 bez podsumowań

Nie powiem, bo nawet planowałam zrobić podsumowanie minionego roku. Jednakże jakoś do tego nie doszło. Może podświadomie nie chciałam robić tego podsumowania. (by przypadkiem się nie rozczarować, jak to wg własnej opinii mało osiągnęłam w tym roku). Może po prostu tak miało być i tyle.

Do tej pory bardzo koncentrowałam się na analizowaniu tego co było i tego co będzie – rozkładałam na czynniki pierwsze, dzieliłam włos na czworo, czasem na dziesięcioro… Dużo gdybałam, szukałam dziury w całym, a im głębiej „kopałam” tym było tylko gorzej.

Być tu i teraz

Chyba właśnie na przełomie 2021 i 2022 r. zaczynam naprawdę rozumieć co oznacza „być tu i teraz” w praktyce. Po prawie 1,5- rocznej pracy nad sobą, nad swoimi emocjami, nad zrozumieniem siebie. I właśnie „tu” chcę zostać. Oczywiście warto co jakiś czas spojrzeć za siebie a czasem popatrzeć do przodu, ale naprawdę z umiarem. Bo ja się zapętliłam w rozpamiętywaniu i jednocześnie snuciu idealnych planów, zapominając o tym co mogę zrobić w TEJ chwili. Chciałam dużo, szybko, ambitnie i perfekcyjnie.

Ja w 2022 roku, ale i w kolejnych latach pragnę brać codzienność i pozwalać się „wydarzać życiu”. Bez perfekcyjnego planu i nie na 100%.

Będę „tu i teraz”, będę elastyczna, będę dopasowywać się do siebie!

Obiecuję, że na koniec 2022 roku dam Ci znać, jak mi poszło 😉

Najnowsze wpisy

Choroba refluksowa przełyku (GERD)

Choroba refluksowa przełyku (GERD) polega na zarzucaniu kwaśnej treści żołądkowej do przełyku i gardła a nawet jamy ustnej. Powoduje upośledzenie jakości życia i zmiany w

Przeczytaj »

Podziel się

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
0
Would love your thoughts, please comment.x
()
x